Kolega z podwórka…
Opublikowano 03. czerwca, 2011 przez admin w dziale Ludzie, O mnie
Spacer po Rotterdamie
Opublikowano 12. kwietnia, 2011 przez admin w dziale Galeria
Autobusy pływające po wodzie, domy w kształcie kostek i domy na wodzie, owce pasące się na zboczach przy autostradzie, niezliczona ilość kanałów i tysiące rowerów. Holandia – kocham tam wracać:)
zobacz _ Na lądzie i na wodzie
Kierowca rajdowy w sztolni
Opublikowano 10. listopada, 2010 przez admin w dziale Galeria, Ludzie
Odrestaurował kilka budynków pokopalnianych, a teraz odkopuje sztolnie, które udostępni zwiedzającym. Jerzy Mazur – znany kierowca rajdowy i wyścigowy z Wałbrzycha jest kopalnią pomysłów – nie tylko motoryzacyjnych.
To był przypadek
Podczas prac remontowych zapadł się kawałek placu i okazało się, że pod nami są górnicze tunele, które kilka wieków temu prowadziły do dwóch sztolni – tłumaczy Mazur.
Rozmawiamy kilka metrów pod ziemią, a słabe światło rzuca cień na boczne korytarze.
W Wałbrzychu kopano węgiel od 1536 roku, a w tym miejscu zaczęto kopać w XVII wieku. Tunele są płytkie i grzechem byłoby nie odgruzować tego, co stanowiło o rozwoju miasta – dodaje Mazur. Nam udało się odkopać około 150 metrów w linii prostej, ale należy dodać że jest wiele bocznych tuneli, które po odgruzowaniu mają od kilku do kilkunastu metrów. Zobaczymy na ile starczy środków żeby odtworzyć jak najwięcej. Nie korzystałem z dofinansowania, wszystko robię własnym kosztem. Inaczej nie ruszyłbym z miejsca.
Ludzie mnie pytają, czy jestem związany z górnictwem? Odpowiadam – nie, ale przecież nie można przekreślić tej tradycji.
Muzeum Górnictwa i Sportów Motorowych
Przez 30 lat udało mu się odrestaurować kilka budynków pokopalnianych. Na terenie byłej kopalni ,,Thorez” założył Muzeum Górnictwa i Sportów Motorowych z niepowtarzalną kolekcją. Stoją tam bolid Formuły Easter, motocykl z Rajdu Paryż-Dakar oraz pamiątki przekazane wałbrzyskiemu muzeum przez mistrzów kierownicy: Mariana Bublewicza, Krzysztofa Hołowczyca i Roberta Kubicę.
Niedawno Jerzy Mazur udostępnił wieżę widokową na szybie Teresa. Z zamontowanych lunet można podziwiać piękną panoramę Wałbrzycha. Do zwiedzania przygotowuje również odkryte sztolnie. Ile czasu zajmie ich odgruzowywanie? Trudno powiedzieć – mówi. Pracujemy w trójkę, czwórkę. Jest to mozolna praca. M.in. ze względów bezpieczeństwa nie można tutaj wpuścić żadnego sprzętu, gruz wybieramy ręcznie, na kolanach i wyciągamy na linie.
Kopalnia pomysłów
Mam pomysłów na wiele pokoleń – śmieje się Mazur.
Dzięki jego uporowi i pasji Wałbrzych ma ulicę imieniem tragicznie zmarłego trzykrotnego mistrza świata Formuły 1- Ayrtona Senny.
Pan Jerzy prowadzi firmę, oprowadza po muzeum i wieży widokowej, kopie pod ziemią, a po nocach…składa Formułę.
Tym żyję i jak mówią moi znajomi – mam benzynę we krwi. Wziąłem udział w wyścigach formuły historycznej w Poznaniu, ale chcę też wystartować w Niemczech i w Grand Prix Monaco. Tam może wystartować tylko 20 kierowców z całego świata – i to jest pierwsza trudność, a druga? Uparłem się żeby w Monaco pojechać bardzo starą polską Formułą. Już zebrałem jej części i biorę się do roboty.
film_sztolnie
dźwięk_sztolnie
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,8839001,Starym_Polonezem_do_Monte_Carlo.html
http://www.autoinfo.pl/1-xiv-rallye-monte-carlo-historique-na-mecie
Tymczasowy pogrzeb powstańców listopadowych
Opublikowano 10. listopada, 2010 przez admin w dziale Ludzie, portal tokfm.pl
W Kopnej Górze na Podlasiu zakończyły się prace ekshumacyjne. Ze zbiorowej mogiły archeolodzy wyciągnęli i oczyścili szczątki około 50 powstańców listopadowych z 1831 roku. 12 grudnia br. w kaplicy na cmentarzu w Supraślu odbędzie się msza i tymczasowy pogrzeb powstańców. Docelowo mają oni spocząć nieopodal miejsca, w którym zostali znalezieni.
posłuchaj
http://www.tokfm.pl/Tokfm/0,103454.html
zobacz
Akcja na ponad 100 metrowym kominie
Opublikowano 23. października, 2010 przez admin w dziale Ludzie
Blisko 80 strażaków z Polski, Litwy i Norwegii bierze udział w Międzynarodowych Manewrach Ratownictwa Wysokościowego w Białymstoku. Strażacy nie mają łatwego zadania, podzieleni na grupy zdobywają głębokie studnie i najwyższe kominy m.in. w elektrociepłowni.
Zgodnie ze scenariuszem ćwiczeń – na szczycie komina zasłabł pracownik. Strażacy pospieszyli z pomocą medyczną i ewakuowali go na dół. Jest to chyba jeden z najwyższych obiektów technicznych w Białymstoku – mówi kpt. Marcin Janowski – rzecznik prasowy KW PSP.
O ratownikach wysokościowych mówi się, że mają nogi ze stali i to jest prawda – dodaje strażak Dariusz Stachlewski. Pokonują schody, a nie drabinę. Do tego – z pełnym wyposażeniem, z torbami ratowniczymi, noszami i butlą z tlenem. Ratownik – niech waży 80 kilo, do tego bagaż 30 kilo, a przed nim wejście na komin, który ma 100, a niekiedy 300 metrów. Tutaj trzeba mieć mocne nogi – dodaje Stachlewski.
Liny, karabińczyki i inny specjalistyczny sprzęt – to jest standard w pracy strażaka . Ale najważniejsze jest zaufanie do drugiego ratownika. Naszą domeną jest to, że zawsze schodzimy na 700, 800 albo 1100 metrów. W szybie ćwiczymy różne epizody i na szczęście prawdziwych ewakuacji przeprowadziliśmy niewiele – mówi uczestnik manewrów Piotr Dziacko z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu.
Przed strażakami jeszcze niejedno zadanie – m.in. ewakuacja baloniarzy uwięzionych na drzewach.
Ten scenariusz jest nieprzypadkowy, Białystok jest polską stolicą baloniarstwa.
Wyremontował sobie autobus:)
Opublikowano 11. października, 2010 przez admin w dziale Ludzie, portal gazeta.pl
Przed domem trzyma m.in. stary wóz strażacki z czasów II wojny światowej i autobus z końca lat 60. Pan Zbigniew Nalewajko z Białegostoku pokochał te duże pojazdy i dał im nowe życie.
Dzięki niemu mogłam podróżować autobusem starszym od popularnego niebieskiego ,,ogórka”.
Testowaliśmy go przed Muzeum Motoryzacji i Techniki przy ulicy Węglowej.
Jeździ i nawet nie dymi – śmieje się prezes muzeum – Mirosław Socha.
Jest to autobus H100, bardzo staranne odrestaurowany, sprawny. Siedzimy obok kierowcy, tuż przy silniku i rozmawiamy swobodnie. Jest to możliwe dzięki specjalnemu pokrowcowi, który wytłumia hałas. Pan Zbigniew Nalewajko właściciel autobusu ostrożnie parkuje i nie kryje dumy z tego, co udało mu się z nim zrobić. I nic dziwnego, w środku wszystko pachnie świeżością.
Z kolegami restaurowaliśmy go ponad rok – mówi. Kiedy zdarzają się okazje – użytkuję go. Uczestniczę m.in. w zlotach fanów starej motoryzacji.
Kolorystyka, materiały były tak dobierane żeby do złudzenia przypominały autobus z końca lat 60. Ciężko jeździ się tym autobusem, silnik nie ma wiele mocy. Często zmieniam biegi. Nie ma też wspomagania kierownicy – śmieje się i po chwili dodaje – ale hamulce są już ze wspomaganiem, bardzo ładnie hamuje.
Auta, po które jeździ znajduję się zazwyczaj jakieś 500 kilometrów od Białegostoku, ale nie zniechęca go to. Przegląda ogłoszenia w Internecie, korzysta z informacji ludzi z branży. Autobus H100 to niejedyny pojazd, który ocalił przed złomowaniem.
Widzi pani ten wóz strażacki? Pyta. Jest unikatowy. Według informacji, które zebrałem – jest to samochód wyprodukowany w czasie II wojny światowej w Związku Radzieckim. Na rynek wypuszczono niewiele tych aut. Teraz jeden wóz mam ja, drugi jest w muzeum w Rosji. Mój egzemplarz jest w duże lepszej formie – ma pompę i całe to niezbędne gaśnicze oprzyrządowanie -
mówi z dumą Zbigniew Nalewajko.
Balonem przez Polskę
Opublikowano 30. września, 2010 przez admin w dziale Ludzie, portal tokfm.pl, Przygoda
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,8447200,Balonem_przez_Polske.html
Białystok/Kaszuby, Edyta Stańczyk TOK FM
Skakał ze spadochronem, pobijał rekordy wysokości i wznosił się balonem kilka tysięcy metrów nad ziemią. Pan Andrzej podziwia Podlasie z lotu ptaka, teraz planuje wrzucić do kosza kilka butli z gazem i polecieć przez Polskę. Marzenia
Chcemy z kolegą wybrać się w trasę takim zwykłym standardowym balonem. Przyznam, że jest to wyczyn na skraju bezpieczeństwa, bo musi wiać silny wiatr. Chcemy polecieć jak najdalej – dodaje Andrzej Konstańczuk. Czasami wisi się w jednym miejscu i ląduje tam, skąd się wystartowało, a my chcemy polecieć jak najdalej.
Pan Andrzej wie, o czym mówi. Za sterami balonu spędził wiele lat. Ma na swoim koncie również wyczyny ekstremalne – to czyste wariactwo – śmieje się na wspomnienie o próbach bicia balonem rekordów wysokościowych.
Ułańska fantazja
Standardowe loty balonem odbywają się do 1500 metrów. Żeby wznieść się wyżej trzeba mieć specjalną zgodę. Ja latałem do 7000 metrów, tutaj poza zgodą dochodzą jeszcze specjalistyczne badania. Na tej wysokości zaczyna się tzw. strefa krytyczna. Zabrałem odpowiedni sprzęt, m.in. maskę tlenową i spadochron. Teraz jak to wspominam, to ciarki przechodzą po ciele. Na górze było zimno, rzadkie powietrze zrobiło swoje, gaz się szybko kończył. Ale to nie wszystko – zaparowała mi maska, padł termometr, który pokazywał temperaturę w powłoce, wysiadł jeden z palników i nagle zobaczyłem nad sobą śnieg. Ogarnęło mnie przerażenie. Potem okazało się, że ten śnieg to była pionowa smuga kondensacyjna – ślad, który widzimy obserwując wysoko lecące samoloty.
To wariactwo mam już za sobą – uśmiecha się. Poza tym to bardzo kosztowny sport.
Lubię zwariowane wyzwania
Dlatego teraz pilotuję największym balonem, jaki można spotkać w Polsce – cieszy się Andrzej Konstańczuk. Taki ,,potworeczek” – ma 9 tysięcy metrów sześciennych, sama powłoka waży ponad 300 kilogramów, a kosz mam 5 komór.
Na pokład zabieram 12, 16 osób – i to jest frajda. Przed każdym lotem pasażerowie przechodzą instruktaż, a kiedy już jesteśmy w górze – widoki zapierają im dech w piersiach.
Piękne jest to, że nigdy nie wiesz, gdzie wylądujesz? A Podlasie z góry jest fascynujące. Wiosną ludzie chcą oglądać Biebrzę, Narew, malownicze rozlewiska. Z jednej strony to mnie cieszy, ale z drugiej – nie do opisania jest stres, kiedy mam wylądować, a wokół woda. Śmieje się pan Andrzej, ale po chwili dodaje, – ale latanie i tak jest piękne.
Po wylądowaniu pasażerowie pomagają mi złożyć tego kolosa i mają przy tym niezłą zabawę.
Nie wspomnę już o nieocenionej roli mojej załogi, która na dole w samochodzie czuwa nad nami. Pamiętasz nasze lądowanie na Kaszubach? Pyta.
Nie wiesz gdzie wylądujesz
Jakiś czas temu miałam okazję lecieć z panem Andrzejem nad Kaszubami. To były zawody sportowe, ,,goniliśmy lisa”. Sunęliśmy przecinając powietrze i podziwiając widoki. Plany pokrzyżował nam wiatr, który poniósł nas w nieznanym kierunku. Pilot szukał miejsca na wylądowanie. A pod nami lasy, linie wysokiego napięcia, autostrada, stacja paliw i nagle jest – kawałek ziemi! Pilot gładko posadził balon – w polu, przy kombajnie. Z domu obok wylecieli przerażeni gospodarze – ,,myśleliśmy, że opryskiwacz nam odpalił” – skwitowali. Przyjęli nas serdecznie i pomogli złożyć balon.
To prawda, lot balonem to przygoda, która na długo pozostaje w pamięci:)
Podlascy strażacy nagrodzeni za walkę z żywiołem w Rosji
Opublikowano 23. września, 2010 przez admin w dziale portal gazeta.pl
Zapraszam na














































